Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Jestem brzuchem

Brzuch jest wszędzie. Rozpycha się i zawłaszcza przestrzeń zupełnie bez opamiętania. Od góry zgniata mi żołądek i przełyk, od dołu pęcherz, z obu boków dziecko kopie jak szalone. Gdy się schylam, ucisk na przeponę sprawia, że nie mogę wcale oddychać, za to zaczyna mi się odbijać. Gdy kucam, ciężko mi się ponownie podnieść. Kiedy się kładę albo wstaję, Młody w środku zaczyna się wiercić i rozpychać z powodu zmiany pozycji. Poza tym nie mam w co się ubrać. To znaczy, ustalmy fakty, mam pół szafy ciążowych ubrań. Ciążowe spodnie obcierają i uciskają, ciążowe rajstopy zjeżdżają mi z tyłka, ciążowe legginsy robią wszystkie te rzeczy na raz, z wyjątkiem jednej pary, która jest spoko, ale, niestety, trzeba ją czasem prać. Ciążowe tuniki przestały mi zakrywać tyłek i stały się jedynie ciut dłuższymi bluzkami, ciążowe sukienki dają radę, z wyjątkiem tej najładniejszej, ciepłej, miłej, idealnej na jesień, gdyż tę jedną Brzuch uznał za zbyt obcisłą, co wyraził próbą połamania mi żeber.

Na litość Boską, to nie bliźnięta przecież. I dopiero koniec siódmego miesiąca (ale nie jestem tego pewna, to znaczy wiem, kiedy mam termin, ale liczenie tygodni i miesięcy mnie przerasta, synku, nie kop, bo nie mogę pisać). Jeszcze jakieś 9 tygodni przede mną, akurat ten czas, gdy człowiek w pudełku rośnie najbardziej.

Kupiłam dziś buty, których się nie wiąże. Ani nawet nie zapina się ich. Niestety wciągnięcie ich na piętę wymaga męskiej siły, której nie mam, tak samo, jak łyżki do butów. Nawet chciałam kupić, pierwszy raz w życiu, ale nie mieli. Tak więc gdy zakładam moje nowe, fioletowe botki wygląda to trochę jak ta scena, w której Rzędzian usiłuje ściągnąć buty Skrzetuskiemu. Plus Brzuch.

Myślę, że około środy zacznę się turlać. Turlając się dokończę kurs jazdy, zaturlam się do położnej za miastem i do Cioci w Poznaniu, ktoś życzliwy przeturla mnie może przez egzamin na prawko i zatoczy na parę wizyt lekarskich. Turlająco odbędę cykl warsztatów z doulą i wszystkie piątkowe zajęcia plastyczne Licha. Jeszcze przeturlam się przez urodziny męża i dziecka i myk, będę gotowa.

Chyba, że pęknę. Stay tuned.

Ciąża numer dwa

Jakoś mnie ostatnio naszło i przeczytałam większość wpisów z czasów, gdy nosiłam w brzuchu Lilę. Okazuje się, że wszystko jest tak samo. Może z wyjątkiem tego, że wtedy byłam silniejsza i zdrowsza. Ale atrakcje podobne w tym samym czasie i może dlatego nie bardzo teraz coś piszę, wszystko już było. Nawet rwa kulszowa dokładnie na tym samym etapie ciąży. I gwałtowna potrzeba picia melisy, żeby nikogo nie zabić tępym kawałkiem mydła.

Aktualnie jestem na etapie, gdy dziecko rośnie bardzo szybko, a mnie coraz trudniej się schylać. Z tej okazji zaczęłam się rozglądać za butami bez sznurówek, bo te z czasów Licha w brzuchu już się rozpadły. Niestety jak dotąd jedyne, które mi się spodobały, dwukrotnie przekraczają zamierzony budżet. Szkoda, fajne, czerwone. Za to już prawie nauczyłam Młodą, żeby podawała mi przedmioty do ręki, zamiast upuszczać je przede mną na podłogę.