Ciąża numer dwa

Jakoś mnie ostatnio naszło i przeczytałam większość wpisów z czasów, gdy nosiłam w brzuchu Lilę. Okazuje się, że wszystko jest tak samo. Może z wyjątkiem tego, że wtedy byłam silniejsza i zdrowsza. Ale atrakcje podobne w tym samym czasie i może dlatego nie bardzo teraz coś piszę, wszystko już było. Nawet rwa kulszowa dokładnie na tym samym etapie ciąży. I gwałtowna potrzeba picia melisy, żeby nikogo nie zabić tępym kawałkiem mydła.

Aktualnie jestem na etapie, gdy dziecko rośnie bardzo szybko, a mnie coraz trudniej się schylać. Z tej okazji zaczęłam się rozglądać za butami bez sznurówek, bo te z czasów Licha w brzuchu już się rozpadły. Niestety jak dotąd jedyne, które mi się spodobały, dwukrotnie przekraczają zamierzony budżet. Szkoda, fajne, czerwone. Za to już prawie nauczyłam Młodą, żeby podawała mi przedmioty do ręki, zamiast upuszczać je przede mną na podłogę.