Jestem brzuchem

Brzuch jest wszędzie. Rozpycha się i zawłaszcza przestrzeń zupełnie bez opamiętania. Od góry zgniata mi żołądek i przełyk, od dołu pęcherz, z obu boków dziecko kopie jak szalone. Gdy się schylam, ucisk na przeponę sprawia, że nie mogę wcale oddychać, za to zaczyna mi się odbijać. Gdy kucam, ciężko mi się ponownie podnieść. Kiedy się kładę albo wstaję, Młody w środku zaczyna się wiercić i rozpychać z powodu zmiany pozycji. Poza tym nie mam w co się ubrać. To znaczy, ustalmy fakty, mam pół szafy ciążowych ubrań. Ciążowe spodnie obcierają i uciskają, ciążowe rajstopy zjeżdżają mi z tyłka, ciążowe legginsy robią wszystkie te rzeczy na raz, z wyjątkiem jednej pary, która jest spoko, ale, niestety, trzeba ją czasem prać. Ciążowe tuniki przestały mi zakrywać tyłek i stały się jedynie ciut dłuższymi bluzkami, ciążowe sukienki dają radę, z wyjątkiem tej najładniejszej, ciepłej, miłej, idealnej na jesień, gdyż tę jedną Brzuch uznał za zbyt obcisłą, co wyraził próbą połamania mi żeber.

Na litość Boską, to nie bliźnięta przecież. I dopiero koniec siódmego miesiąca (ale nie jestem tego pewna, to znaczy wiem, kiedy mam termin, ale liczenie tygodni i miesięcy mnie przerasta, synku, nie kop, bo nie mogę pisać). Jeszcze jakieś 9 tygodni przede mną, akurat ten czas, gdy człowiek w pudełku rośnie najbardziej.

Kupiłam dziś buty, których się nie wiąże. Ani nawet nie zapina się ich. Niestety wciągnięcie ich na piętę wymaga męskiej siły, której nie mam, tak samo, jak łyżki do butów. Nawet chciałam kupić, pierwszy raz w życiu, ale nie mieli. Tak więc gdy zakładam moje nowe, fioletowe botki wygląda to trochę jak ta scena, w której Rzędzian usiłuje ściągnąć buty Skrzetuskiemu. Plus Brzuch.

Myślę, że około środy zacznę się turlać. Turlając się dokończę kurs jazdy, zaturlam się do położnej za miastem i do Cioci w Poznaniu, ktoś życzliwy przeturla mnie może przez egzamin na prawko i zatoczy na parę wizyt lekarskich. Turlająco odbędę cykl warsztatów z doulą i wszystkie piątkowe zajęcia plastyczne Licha. Jeszcze przeturlam się przez urodziny męża i dziecka i myk, będę gotowa.

Chyba, że pęknę. Stay tuned.

Jedna myśl nt. „Jestem brzuchem

Możliwość komentowania jest wyłączona.