Krótki to był OSK Zryw

Kiedy kupowałam kurs na prawo jazdy, zapłaciłam z góry nieco mniej niż połowę, a resztę miałam wpłacać podczas jazd. Szybko okazało się, że instruktor jazdy jest firmą zewnętrzną i jeździ tyle, ile mu zapłacę. Problem w tym, że w pierwszej racie zapłaciłam z góry za siedem godzin, lecz, niestety, mój instruktor jak dotąd nie widział tych pieniędzy na oczy.

Mogę więc, jak wiele osób przede mną, wykłócać się z właścicielem firmy (podczas gdy instruktor próbuje robić to samo, także nie pierwszy raz) lub płacić za kolejne jazdy na bieżąco, a wykłócanie się przełożyć na później, gdy już zostaną mi tylko te nadpłacone. Ponieważ nie mam w tej chwili pieniędzy, przyjęłam opcję pierwszą, ale ani w czwartek, ani w piątek nie udało mi się złapać właściciela telefonicznie. Doskonale wiem zresztą, że pan powie mi: „jutro rozliczę”, a będzie to takie samo jutro, jakie znam z czasów freelansu.

Wszystko wskazuje więc na to, że co najmniej najbliższy tydzień mam z głowy, ergo nie zdążę skończyć jazd wtedy, gdy planowałam, ergo nie przystąpię do egzaminu przed porodem, ergo cały plan psu w dupę.

Czy jestem wściekła? Och, ależ skąd, kurwa mać.

2 myśli nt. „Krótki to był OSK Zryw

  1. TopsyyTurvy

    Nie mogę zmobilizować się do zrobienia „prawka”, a tego typu historie mnie przerażają. Chociaż wszyscy w okół nawołują, iż czas ciąży to dobry moment na kurs…

  2. Irbis

    A jak masz w umowie?
    Zapłaciłaś im za jazdy, niech je realizują. Nie problem klienta, jak.

    Powiedz właścicielowi firmy, że albo jeździsz, albo idziesz do rzecznika konsumentów i występujesz o zwrot opłat (usługa zapłacona, a nie dochodzi do realizacji, sprawa prosta).
    Oni tego bardzo nie lubią.
    W ostateczności dostaniesz innego instruktora.
    Jak już się wykłócasz, rób to w swoim interesie. W tej chwili TY walczysz o pieniądze dla instruktora. Zapłaciłaś i jeszcze masz walczyć??????

Możliwość komentowania jest wyłączona.