Prezenty dla siebie

Szósta rano. Siedzę na podłodze w salonie. Oczy na zapałki. Obok młody trenuje zabawę na stojąco. (Kiedy ostatnio o nim słyszeliście, ci, co nie zaglądają na mojego  fejsa albo na Who needs sleep, był noworodkiem i ledwo patrzył, a co ważniejsze, spał minimum do 9.00.) Siedzę i myślę o kawie. Parę miesięcy temu kupiłam sobie ekspres ciśnieniowy. To był spontan, impuls – „pierdolę, bez porządnej kawy nie dam rady” – a że akurat miałam kieszonkowe, zajrzałam b. ostrożnie na Allegro, a tam… Panie, co za orgia i rozpusta! Ekspresy za grosze. Kupiłam taki za szalone 88 zł i póki co, z jedną wymianą, działa. Za to ja nie działam bez przynajmniej jednej latte na ryżowym, z trzema łyżeczkami cukru.

Siedzę więc i myślę o tej kawie, ale w sumie może Dzidek jeszcze zaśnie, zresztą dywan w salonie jest całkiem wygodny. I myślę też o tym, że to był fajny prezent, co go sobie zrobiłam. Ten ekspres w sensie. Miło jest robić sobie prezenty, można też kosztowne i kto wie, może kolejnym razem sprawię sobie pakiet w jakimś SPA. Bo w ogóle im bardziej mam się komu poświęcać, tym bardziej staram się dbać o siebie. Czego i Wam życzę, bo nikt tego za Was nie zrobi.