Miesięczne archiwum: Luty 2017

Danek, czyli oczyszczacz powietrza nowym członkiem polskiej rodziny

O matko, znowu Was zaniedbałam! Ale nie ogarniam swojego życia, strasznie wielka ta kuweta i jakoś wiecznie zasyfiona.

A co nowego, spytacie?

Myślałam niedawno, że wyprowadzę nas do Trójmiasta w trybie pilnym. Gdyż smog, Dzidek coraz bardziej grawituje w kierunku astmy, oboje bez przerwy mają zapalenie oskrzeli, Cain też choruje i nawet mnie zaczyna coś jakby częściej boleć głowa, a jestem przecież Matka Polka z Żelaza. No więc patrząc na tę moją chorą rodzinę i wyobrażając sobie wszelkie konsekwencje na przyszłość, a także małe twarzyczki przez połowę roku codziennie w maskach, doszłam do wniosku, że to jest już, kurwa, jakieś postapo. No sorry, ale mnie ta wizja nie bawi, a maluch w obowiązkowej masce antysmogowej wydaje mi się jednak bardziej biedny, niż cool.

Jednakowoż małżonek stawił opór. Ja mu się jakoś bardzo nie dziwię, bo to właśnie on musiałby porzucić bardzo fajną pracę i szukać nowej trzysta kilometrów stąd. Wyliczyłam przełamywanie oporu wraz z realizacją na jakieś kilka miesięcy i wybrałam kompromis. Jak ja, kurwa, nienawidzę kompromisów, to wiem tylko ja i ten biedny mężczyzna, za którego wyszłam. Ale że sama nie mogę zmienić mu pracy (ani wytrzymać sama z dziećmi w innym mieście), to kupiłam sama oczyszczacz powietrza.

Nie no, nie, że samodzielnie zrobiłam research i jeszcze sfinansowałam. Na szczęście mam bliskich ludzi do pomocy (dziękuję po raz setny!).

Teraz Danek mieszka w salonie, który jest też naszą sypialnią i gabinetem, i bawialnią, więc nic z życia domowego chłopak nie traci. W papierach ma Daikin MC70L, ale uznałam, że to zbyt oficjalne, w końcu spędzamy razem całe dnie i noce. Raz na dobę robimy mu turnee po chacie: pokój dzieci i przedpokój. Bo Danek ogarnia wprawdzie prawie 50 metrów kwadratowych, ale przecież nie przez ściany. W ogóle ma wymagania: od ściany pół metra z lewej i tyleż z prawej, z tyłu 10 cm, z góry ileśtam, nie pamiętam, z przodu chce mieć luz, żeby bez przeszkód wciągać powietrze. Powierzchnia koniecznie równiutka. Z dala od anten, bo będzie zakłócał. Koca przy nim nie strzepywać, niczym drobnym koło paszczy mu nie sypać, do kuchni nie brać. Pilota nie zgubić. Trzy różne filtry czyścić i wymieniać (ale rzadko, co parę miesięcy, a te wymienne wniósł w posagu).

Co zyskaliśmy? Przede wszystkim spokój. Na maksa oszczędzamy na nerwach. Krótkie wyjście z dziećmi na dwór w gorszy dzień nie stresuje nas tak bardzo, gdy wiemy, że w domu czysto. Wietrzymy bez specjalnej krępacji, dopóki nie gryzie w gardło (a zdarza się, niestety; parę dni temu po otwarciu okna czułam prawie popiół na języku, paskudne). Danek ma tryb „turbo” i czujki pyłów oraz brzydkich zapachów. Te ostatnie bywają krępujące. Ma też zabezpieczenie przed dziećmi, tryb automatyczny oraz nocny, czujniki do filtrów i schowek na swój posag. Jest wielkości grzejnika i w zasadzie nie zawadza, nawet w tym naszym bajzlu. Nie ma natomiast takiego czujnika, który by pokazywał stopień i rodzaj zanieczyszczeń, więc świeci tak samo na smog, alergeny i wirusy (gdyż, owszem, podobno czyści też z wirusów i bakterii). Aha, gdy aplikacje pokazujące zanieczyszczenie powietrza mają alarmujące słupki, to i Danek dostaje wścieku po otwarciu okien. Świeci kontrolkami i wiuwa wtedy jak dziki, póki się nie upora z tym, co wleciało. To mnie nastraja dość optymistycznie.

Czy zmieniło się coś w kwestii naszego zdrowia – trudno powiedzieć. Mamy go od dwóch tygodni, w tym czasie dzieci wyzdrowiały z zapalenia oskrzeli i nie zapadły na kolejne, to znaczy były oczywiście chore, ale tak normalnie, ze zwykłym kaszlem, katarem i całą resztą. Dzidek od tych samych dwóch tygodni przyjmuje na stałe steryd wziewny, więc nie sposób ocenić, co mu pomogło. Licho się nie odurza, więc może to zasługa Danka, że tym razem jej przeszło ulgowo. Cain miał coś podobnego do grypy. Tak że nie mamy cudownego ozdrowienia w ciągu dwóch dni, prawdaż, choć czytuje się takie historie, zwłaszcza na stronie dystrybutora. Mimo to ja czuję się bezpieczniej i uważam, że to był dobry zakup. Będę raportować, choć zaraz wiosna i znowu za dużo zmiennych ;)

Wczoraj rano Cain spojrzał w apkę i zakrzyknął:
– 208 procent! Otwierać okna, wietrzymy, jest CZYSTE POWIETRZE!

Tak że tak. Warszawa, luty 2017…