Archiwa kategorii: muzyka

An unrescuable schizo

there’s no end to the love you can give
when you change your point of view to underfoot
very good
you may be flat but you’re breathing

and there’s no doubt he’s at home in his room
probably watching porn of you from the fall
it’s last call

and you’re the last one leaving
and you thought you could change the world
by opening your legs
well it isn’t very hard
try kicking them instead
and you thought you could change his mind
by changing your perfume to the kind his mother wore
o god delilah why?
i never met a more impossible girl….

in this same bar where you slammed down your hand
and said “Amanda, i’m in love”
no you’re not
you’re just a sucker for the ones who use you
and it doesn’t matter what i say or do
the stupid bastard’s gonna have his way with you…

you’re an unrescuable schizo
or else you’re on the rag
if you take him back
i’m gonna lose my nerve
i never met a more impossible girl….
i never met a more impossible girl….

at four o’clock he got off
and you called up
“i’m down at denny’s on route one
and you won’t guess what he’s done”
is that a fact delilah?
larry tap let you in through the back
and use his calling card again
for a quick hand of gin

you are impossible, delilah: the princess of denial
and after 7 years in advertising you are none the wiser

you’re an unrescuable schizo
or else you’re on the rag
cause if you take him back
i’m gonna lose my nerve
he’s gonna beat you like a pillow
you schizos never learn
and if you take him home
you’ll get what you deserve

so don’t cry delilah
you’re still alive delilah
you need a ride delilah?
let’s see how fast this thing can go

(Dresden Dolls „Delilah”)

Vavamuffin i moje miasto

„Wada to nie to skąd jesteś man, weź słuchaj i łap to
Warto czasem spojrzeć za Barbakan, by zobaczyć miasto

Warszawa, miasto amoku
Tak to wygląda jeśli patrzysz z boku
Ale wystarczy bracie, że spojrzysz tutaj od środka
Syreni Gród piękniejszy niż Paryż na fotkach
Ze smoków to tu tylko Bazyliszek
Złota Kaczka na Tamce lubi złotą ciszę
Nike zwycięska i Nike na chodnikach
Prostytutki i gwiazdeczki, i z Wiejskiej klika
Sikalafou sikalafou sikalafou sikalafou
Moje miasto silniejsze od bomb
Sikalafou sikalafou sikalafou sikalafou
Moje miasto silniejsze od klątw
Nosimy krawaty ze trzy razy do roku
Na święta, do mamy i na śluby, daj spokój
Mówią o nas, że jesteśmy krawaciarze, a my jesteśmy bikiniarze marzeń

Wada to nie to skąd jesteś man, weź słuchaj i łap to
Warto czasem spojrzeć za Barbakan, by zobaczyć miasto

Oby tu nigdy Vava się nikomu nie pomyliła z Vivą
Choć niektóre zwierciadła oddają obraz krzywo
Spróbuj odnaleźć się po drugiej stronie lustra
A z farmazonu argumentów pozostanie pustka
Więc nie bój, nie dygaj, bo dwa kroki dalej
Na Saskerlandzie podłapiesz dobra falę
Ale to nie zaproszenie na galę
Tylko na Vava git balet, pamiętaj!
Z pustego to nie napije się sam Salomon nawet
Granda polewa tu do pokala, by toast był za Vavę
Bo my tu tak powitamy każdego, kto nie wierzy nam na Boga
Że tu się żyje bosko, ale w ostrogach
Ty radio nagitaruj na dobrą falę
Wbijaj na Kępę i do rana z nami szalej
Dobre wibracje wynieś ponad skandale
I poczuj ten Vava git balet, pamiętaj!”

Arriving somewhere but not here

Never stop the car on a drive in the dark
Never look for the truth in your mother’s eyes
Never trust the sound of rain upon a river
Rushing through your ears

Arriving somewhere but not here

Did you imagine the final sound as a gun?
Or the smashing windscreen of a car?
Did you ever imagine the last thing you’d hear as you’re fading out was a song?

All my designs, simplified
And all of my plans, compromised
All of my dreams, sacrificed

Ever had the feeling you’ve been here before?
Drinking down the poison the way you were taught
Every thought from here on in your life begins
And all you knew was wrong?

Did you see the red mist block your path?
Did the scissors cut a way to your heart?
Did you feel the envy for the sons of mothers tearing you apart?

Miasto na K jak „tęsknię”

Cały dzień siedzę przy komputerze i słucham Kaczmarskiego. Moja aktywność ograniczyła się póki co do ufarbowania włosów, napisania maila do A. i zagrzania piwa. Sporym wysiłkiem woli zmusiłam się
do naskrobania paru zdań służbowo i od rana się zbieram do powieszenia prania.

Każda czynność przychodzi mi dziś z trudem, czuję się, jakbym brodziła
w kisielu, zamiast w powietrzu. Ciemno, chłodno, duszno, ciasno, sennie. Tęskno.

Komuś innemu powiedziałabym: to minie.

Dobrzy ludzie

…czy ktoś z Was umie śpiewać? Ale tak profesjonalnie? Sprawa jest taka, że bardzo chcę do lutego się podszkolić. Jak mi to wychodzi teraz, można usłyszeć tutaj. Ponieważ nie poprzestajemy z Jankiem na tej jednej piosence i pracujemy dalej, a ja chciałabym móc je zaśpiewać sama – nie ma rady, potrzebuję lekcji. Niestety nie stać mnie w tej chwili na nauczyciela śpiewu, więc pomyślałam, że może ktoś ze śpiewających znajomych pomoże? Nie chcę za darmo, Boże broń, mam różne skile i któryś się na pewno przyda. Mogę w zamian zaopiekować się dziecięciem, napisać dowolny tekst, wymasować plecy lub stopy, ugotować dobry obiad, zrobić najlepsze tiramisu na świecie… i tak dalej, i tak dalej.

Więc jeśli ktoś z Was umie, chce i może, dajcie znać, przy odrobinie szczęścia dokonamy satysfakcjonującej obie strony wymiany usług. Hm?

Dziś już dla dam świat nie ten sam

Można mnie kupić za słowa. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, ale co tam, i tak już wszyscy wiedzą, taktykę na mnie można zgadnąć w pięć sekund. Kiedy ktoś do mnie ładnie mówi, poddaję się bez walki, nie licząc walki na słowa, ale to akurat silniejsze ode mnie.

To trochę żenujące, jak łatwo mnie podbić dobrym komplementem, oryginalnym cytatem, zgrabną frazą. Są ludzie, których uwielbiam za słowa i cała reszta ich osoby mogłaby być zupełnie nieciekawa – nie, wróć, nie wierzę w nieciekawych ludzi, którzy tylko ciekawie mówią.
I wpadam jak śliwka w kompot, wpadam z deszczu pod rynnę, podkładam się jak ostatnia idiotka, bo wszystkie ładne słowa zapadają mi gdzieś głęboko. Potem, kiedy zderzają się z rzeczywistością, jestem niezmiennie (niezmiernie) zdziwiona, otwieram szeroko oczęta i mrugając pytam:
„Ale jak to? Przecież tak pięknie mówił?”

Pociesza, że nie jestem jedyna. Co ciekawe, najlepiej o tym piszą mężczyźni: Przybora (patrz tytuł), Szymkiewicz (patrz piosenka), Debergerac (w moim ulubionym z jego wierszy):

„Dziewczyna z językiem

Ona ma dar języka i słowa się do niej garną
elektryzują powietrze skacząc dokoła jak iskry
albo strzelają do góry z fajerwerkowym poświstem
względnie malują po ścianach na biało, czerwono i czarno.

I każde z nich jest kobietą. Przed szafą pełną znaczeń
staje co rano niepewne co dzisiaj na siebie włoży
czy będzie ostre jak oset czy trawą się będzie płożyć
i żadne z nich, nawet w zdaniu, nie jest ci dane na zawsze.

Ona ma dar języka. Potrafi go owinąć
w mgłę miękką o poranku. Potrafi nim zespolić
wieczór, papieros i wino

Język. W ust aureoli
jest serpentyną.
Poliż.”

Sufit kapiący nade mną

W domu syf jak jasna cholera. Nie pozmywane, nie odkurzone, pranie nie powieszone gnije w pralce, kwiaty nie podlane. Łóżko się rozkręciło i skrzypi, kiedy się przewracam na drugi bok. Odkurzacz zepsuty: nie ciągnie. Rozpadł się ostatni stołek, automatycznie pozbawiając nas wspólnych posiłków przy stole. Fotele zasiedziane na śmierć (w dwa lata!) – do wymiany. Dziś rano komputer zaśmierdział i zgasł: tym razem już naprawdę trzeba kupić nowy. Tylko trochę nie ma za co. Męża boli głowa; proszka sam nie zażyje, trzeba mu podać. Lawiruję między wieloma pracami, tu coś, tam coś; wiem, sama chciałam, przecież nienawidzę cyrografów.

Jestem zmęczona, przeziębiona, niezadowolona i zła.

Chyba zacznę od herbatki na pms i czekolady.