Archiwa kategorii: wiersze

Co zostaje

Wyprawiłam rodzinę do dziadków i mam czas, także na myślenie. I przypomniało mi się, co ktoś powiedział ostatnio o moich wierszach.

„One są o tym, co zostaje, kiedy ten facet już sobie pójdzie. Kiedy wsiądziesz w pociąg i zostajesz sama.”

Poemiks

Poemiks to taki rodzaj komiksu, składający się zazwyczaj z jednego obrazka i tekstu poetyckiego. Jak wspominałam, planujemy z Asją całą serię.

Z przyjemnością zatem prezentuję pierwszy z nich:



Tekst mój, rysunek Asji na podstawie zdjęcia Anks.

Aby śledzić rozwój projektu, najlepiej polubić linkowany wyżej profil Asji. A tu, jeśli chcecie, napiszcie mi, co o tym sądzicie.

Wesołych świąt!

Luli *$#% luli, czyli złołysanka*

Śpij, dziecino – bo niani zimno,
śpij, maleńka – tatę głód nęka,
śpij, bejbiku, ciocia chce siku,
śpij, potworze, mama już nie może!

Tatuś by sobie chętnie nalał coli,
ale jak się ruszy, wszystko się spie*&^%$.

Śpij, maleństwo, bo padnie przekleństwo,
spać, maluszki, bo użyję poduszki,
leż, cholero przeklęta, bo zaknebluję i spętam,
luli, luli, uśnij już, bo przyniosę z kuchni nóż!

Niania by coś chętnie zjadła na śniadanie,
ale ty nie zaśniesz, jeśli teraz wstanie.

Śpij, maleństwo, niech śnią ci się wróżki,
śpij, cholero, nim urwę ci nóżki,
śpij, bo zaraz zwariuję i cię zdekapituję,
śpij, bo wnet nie wytrzymam, rączki ci pourzynam.

Ciocia miała resztkę kawy gdzieś na dnie
– ale ryk podniesiesz, jeśli choćby drgnie.
Mamusia chętnie się czegoś napije,
lecz nie ma kiedy, bo wyjesz i wyjesz.

I zaraz w trupa się chyba zaleje,
bo na twój sen już straciła nadzieję!

Podczas tworzenia tej złołysanki nie ucierpiało żadne dziecko.
Za współudział serdeczne pozdro dla aranhy i lesatyra :)
* słowo „złołysanka” też wymyśliła Aranha.

Scenariusze w głowie

„Tak modliłem się:
[…]
żebym – jeśli za oknem moim którejś nocy mocniej zagra galilejska fletnia – umiał natychmiast odejść i porzucić majątek, żonę i dziecko”
(Gałcz)

Natychmiast porzucić pracę, obowiązki zawodowe, rodzinne i towarzyskie, w jednej sukience, w najpiękniejszej czerwonej sukience wsiąść do pociągu nie byle jakiego. Wysiąść trzy godziny później, być powitaną kwiatami, zabraną do chłodnego mieszkania i pozostać tam już do końca świata.

Czerwcowe noce coraz bliżej. Nie pasuje do nich Warszawa, zmęczenie, trzepanie kasy i powaga sytuacji. A może to wszystko nie pasuje do mnie?

„Mgła łączy brzegi oceanu
i prawie możemy po niej przejść
w snach wstępujesz na nią tak naturalnie
o świcie jesteś już moja”
(Lu)

Dziś już dla dam świat nie ten sam

Można mnie kupić za słowa. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, ale co tam, i tak już wszyscy wiedzą, taktykę na mnie można zgadnąć w pięć sekund. Kiedy ktoś do mnie ładnie mówi, poddaję się bez walki, nie licząc walki na słowa, ale to akurat silniejsze ode mnie.

To trochę żenujące, jak łatwo mnie podbić dobrym komplementem, oryginalnym cytatem, zgrabną frazą. Są ludzie, których uwielbiam za słowa i cała reszta ich osoby mogłaby być zupełnie nieciekawa – nie, wróć, nie wierzę w nieciekawych ludzi, którzy tylko ciekawie mówią.
I wpadam jak śliwka w kompot, wpadam z deszczu pod rynnę, podkładam się jak ostatnia idiotka, bo wszystkie ładne słowa zapadają mi gdzieś głęboko. Potem, kiedy zderzają się z rzeczywistością, jestem niezmiennie (niezmiernie) zdziwiona, otwieram szeroko oczęta i mrugając pytam:
„Ale jak to? Przecież tak pięknie mówił?”

Pociesza, że nie jestem jedyna. Co ciekawe, najlepiej o tym piszą mężczyźni: Przybora (patrz tytuł), Szymkiewicz (patrz piosenka), Debergerac (w moim ulubionym z jego wierszy):

„Dziewczyna z językiem

Ona ma dar języka i słowa się do niej garną
elektryzują powietrze skacząc dokoła jak iskry
albo strzelają do góry z fajerwerkowym poświstem
względnie malują po ścianach na biało, czerwono i czarno.

I każde z nich jest kobietą. Przed szafą pełną znaczeń
staje co rano niepewne co dzisiaj na siebie włoży
czy będzie ostre jak oset czy trawą się będzie płożyć
i żadne z nich, nawet w zdaniu, nie jest ci dane na zawsze.

Ona ma dar języka. Potrafi go owinąć
w mgłę miękką o poranku. Potrafi nim zespolić
wieczór, papieros i wino

Język. W ust aureoli
jest serpentyną.
Poliż.”

Blondynka śpiewa

Na wypadek, gdyby ktoś z Was nie zorientował się jeszcze z blipa, fejsa albo skądkolwiek – nagrałam piosenkę. Sama nie całkiem wiem, jak to się stało – ot, dawno temu napisałam tekst, od dawna też chciałam, żeby ktoś kiedyś zrobił muzykę do któregoś mojego „kawałka”. Na jakiejś imprezie zgadaliśmy się z Jankiem, że on ma sporo muzyki bez tekstu, a ja odwrotnie. Wymieniliśmy się kontaktami, potem o tym zapomniałam, a potem wrzuciłam na fb swój ostatni wiersz, a Janek pod spodem mi się przypomniał.

Dalej już poszło szybko i zanim się obejrzałam, muzyka była gotowa, brakowało tylko wokalistki. Oczywiste, że w tej sytuacji musiałam spełnić kolejne życiowe marzenie i zaśpiewać :) Moim pierwszym gorącym fanem został oczywiście mój mąż, który cały następny dzień słuchał tego w pracy. Z własnej woli!

Wiem, warsztat mam nie tyle fatalny, co zupełnie nieistniejący. I wiem, że głos niezły, nawet bym się poszkoliła, gdybym miała teraz na to pieniądze. Jak kto ciekaw, to proszę bardzo. Na końcu, w ramach bonusu, można usłyszeć Janka, Kaina i kozę.

Janek: – Nie weszłaś w dźwięk.
Ja: – Ależ weszłam. Tylko dość szybko z niego wyszłam…