Archiwa tagu: blog

Nie umiem pisać książek

Nie umiem pisać książek, ale umiem pisać notki. Dlatego, aby zmotywować się do napisania tego, co chodzi mi po głowie od lat (serio), założyłam sobie kolejnego bloga. To będzie chyba siódmy z tych aktywnych, zarzuconych nie liczę ;)

Plan jest taki, że będę pisać codziennie i do końca roku będę miała całość. Dlaczego do końca roku? Bo od stycznia wracam do pracy. Dlaczego może się nie udać? Bo w domu też pracuję i może się zdarzyć, że pisząc za pieniądze, nie znajdę czasu, by pisać dla siebie. Lajf. Ale trzymajcie kciuki, a jeśli kto ciekawy, to zapraszam:

Czyżykowo – historia rodzinna.

Nihil novi sub sole

W domu mały szpital – ja chorowałam dwa dni, a teraz Kain choruje. Jestem strasznie zła na to moje chorowanie, bo nie chodząc do pracy, nie zarabiam, a plany miałam ostre (patrz poprzednia notka). Choć i tak nieźle, że ogarnęłam się w dwa dni.

Tatuaż się goi. Myję go i smaruję pilnie co cztery godziny. W pracy pomagają mi małe łapki („A tejaź źdejmiemy kwiatek?”), a w domu duże. Zegarka nie muszę pilnować: jak zaczyna swędzieć, to nieomylny znak, że właśnie te cztery godziny mijają :) A w niedzielę przyjedzie do mnie Hell Photo i zrobi mi nowe zdjęcia pleców, ha!

Poza tym czytam Sapkowskiego pięćsetny raz, bo dostałam pod choinkę i mam wreszcie własny cykl wiedźmiński. Poza tym piszę „Wojnę płci” co drugi dzień, co pochłania sporo energii, ale i dostarcza satysfakcji – trochę jak sterowanie jakimś skomplikowanym urządzeniem, kiedy czasem udaje ci się osiągnąć dokładnie taki efekt, jak zamierzałeś, a czasem nie masz pojęcia, skąd sukces (znienacka). Poza tym rekonwalescencja i, jak zwykle, niewyspanie. I koty jakieś wyjątkowo miziaste.

Musi mróz wreszcie idzie.

Nowy blog ;)

Kiedy ostatnio zakładałam bloga? Nie pamiętacie, co? Ja też nie.

OTO WIĘC JEST. Moje nowe dzieło, rurzowy (no a jakże) dziewczyński blogasek o chłopakach i o tym, jakie mamy z nimi problemy. Będzie: kontrowersyjny, emocjonalny, niepoprawny politycznie. Nie będzie: autobiograficzny, a w każdym razie nie bardzo.

Zapraszam: WOJNA PŁCI
oraz jej fanpage.

Przeprowadzka blogów

Już pewnie wszyscy wiecie, bo pisałam o tym tu i ówdzie, ale dla porządku wspomnę i tutaj. Dwa dni temu przeniosłam wreszcie kolejnych kilka blogów na własną domenę. Toteż teraz przepisy znajdziecie pod adresem przepisy.lluca.pl, wiersze pod adresem wiersze.lluca.pl, a rozmowy z Kainem na nietylkoojednym.lluca.pl.

Wszędzie ustawiłam przekierowanie,  więc właściwie przeprowadzka powinna odbyć się niezauważalnie dla Was. Mam nadzieję, że RSS-y też będą działać bez zmian.

Miłego czytania :)

Maraton Blox 2010

Jeśli dziś jest sobota, to jestem w Mikołajkach. Tak, wiem, że miałam być w Beskidach, ale nastąpiła, prawda, mała zmiana planów. Bywa. Nawet często.

Z maratonem chodzi o to, że siedzimy całą noc i piszemy na blogu maraton.blox.pl – szczerze mówiąc, póki co kolejne wpisy powstają tam szybciej, niż nadążam czytać. Ale czytam wolniej, niż zwykle, bo wczoraj nadużyłam napojów wyskokowych. Albo przez to, albo przez coś innego trochę mnie telepie i w ogóle umieram. Natomiast odkrywam uroki bycia kobietą. Kobiecie zamawia się i donosi herbatkę, podaje się niezbędne przedmioty, nosi się jej torbę i sprawdza, czy kobieta jest cała i zdrowa. Podaje się jej lekarstwa, jeśli nie jest, pyta, czy pomogły i zabawia rozmową (kobietę się zabawia, nie lekarstwa). Żeby nie było za dużo obowiązków dla jednego opiekuna, robi się to w tandemie.

W zamian kiwam białą rączką, ślę uśmiechy i proszę o jeszcze. Nie jest źle być mną ;)

Łańcuszek

Jenny zaprosiła mnie do zabawy w „co lubię”. To miły blogerski łańcuszek, który skłania do pomyślenia o rzeczach ciepłych i przyjemnych.
Poniżej 10 pierwszych, które przychodzą mi do głowy. Kolejność przypadkowa.

1. Całować się.
2. Czytać książki.
3. Pisać. Sama czynność sprawia mi ogromną, wręcz fizyczną przyjemność.
4. Góry. To miejsce, w którym krzyczę z czystego zachwytu.
5. Drogą prostych skojarzeń: seks. Co tu kryć.
6. Spotykać się ze starymi przyjaciółmi i przypominać sobie, jak nam się dobrze rozmawia.
7. Zapach pomarańczy.
8. Wstawać późno, nie spieszyć się, spokojnie planować dzień.
9. Poznawać ludzi.
10. Podróżować.

Jenny, ile z tego obstawiałaś? ;)

Do zabawy zapraszam Królową Nocy, a Was pragnę przy okazji skierować na bloga osoby, od której, przynajmniej dla mnie, gra się zaczęła: Raj Lal.

Blogday 2010

Blogday to jeden dzień w roku, w którym blogerzy polecają sobie nawzajem inne blogi. Zasada jest taka, że należy podać pięć linków do odwiedzanych, lubianych blogów, najlepiej nie związanych tematyką z własnym. Postaram się, jakkolwiek najchętniej czytam blogi podobne do mojego, to znaczy o niczym konkretnym.

1. Sykofanta. Ten link na pewno spełnia kryterium, jest to bowiem blog o jedzeniu – z technicznego punktu widzenia. Sykofanta z pasją analizuje i opisuje różne aspekty naszej diety. Czasem te wywody są dla mnie zbyt skomplikowane, ale  zazwyczaj czytam z zainteresowaniem o tym, co dla autora jest oczywiste, a dla mnie stanowi kuchenną czarną magię.

2. Zupa Cloudy.  Pełna smakowitości i będąca dla mnie niewyczerpanym źródłem składników do mojej własnej. Wyrafinowane obrazki z kobietami i nie tylko.

3. Alquana. Uwielbiam sposób, w jaki Alq pisze, i choć bardzo różnimy się pod prawie każdym względem, czytając ją dokładnie czuję, co chciała przekazać.

4. Marcelina. „Blog Kobiety Szczęśliwej”. Autorka jakiś czas temu zamknęła go, ponieważ w jej życiu nieco się pozmieniało, ale mimo to chciałam go Wam pokazać – ponieważ uważam, że był bardzo pożytecznym narzędziem do rozwiewania wątpliwości w związkach. Wpisy Marceliny są wyczerpującymi odpowiedziami na wszelkie pytania kobiet i mężczyzn o związek, uczucie, seks i parę innych kwestii.

5. Królowa Nocy. Wciąż mnie zdumiewa, kiedy zamieszcza notki wyjęte prosto z mojej głowy, zwykle uprzedzając mnie z jakimś nurtującym mnie tematem. Pisze z tą samą pasją, z którą ja żyję i uwielbiam ją między innymi za to.

Enjoy!

Życie to nie je bajka

Drodzy Czytelnicy,

oczywiście nie będę już do końca istnienia bloga pisać nudnych bajek.  To była taka próba: „co by było, gdybym zmieniła założenia moich wpisów”. Blogi, jak wiadomo, mogą bowiem być prowadzone w różny sposób i w różnych celach: literackie, populistyczne, nastawione na sławę i chwałę albo takie nie wiadomo po co, bo ani autor nie opisuje swojego życia, ani nie tworzy nic nowego.

Mój blog pomyślany był od początku jako primo: miejsce do sublimowania frustracji (jak mnie coś wpieni, to żeby się wyżyć), a secundo – jako miejsce komunikacji z przyjaciółmi, żeby każdy mógł sobie zajrzeć i poczytać, co u mnie. Jak już kiedyś pisałam, początkowo nie zawierał niektórych wątków z mojego życia, ponieważ mój Ówczesny raczej by sobie tego nie życzył. Teraz jest nieco inaczej i ku mojej ogromnej przyjemności mogę pisać wszystko o wszystkim – hamuje mnie jedynie poczucie dobrego smaku, a i to nie zawsze.

Bądźcie zatem spokojni – to się raczej nie zmieni. Od następnej notki wszystko wróci do normy ;)

Bajka

Kochani. Od dziś na moim blogu będziecie czytać tylko o rzeczach pięknych i przyjemnych, lekkostrawnych dla wszystkich matek i ojców (nawet tych, którzy nie zaglądają bloga). Bo muszę Wam wyznać na uszko, że żyję w bajce. W moim świecie wszystko jest doskonałe. Codziennie świeci słońce, a jeśli nawet spadnie deszcz, tańczę w nim z radości, bo jest taki cudowny. Mieszkam z bajkowym księciem w pięknym i przestronnym zamku, gdzie panuje ład i spokój. Sporadycznie porozrzucane w ataku namiętności jedwabne fatałaszki nie przeszkadzają nam (nigdy też nie niszczą się od leżenia na podłodze, a wylegujące się na nich słodkie kocięta nie zostawiają ani włoska). Mamy zresztą co dzień moc energii na doprowadzanie naszego gniazdka do błysku – w gruncie rzeczy uwielbiamy to robić. Książę i księżniczka nigdy się nie kłócą; kiedy dzieli ich różnica zdań, śmieją się radośnie z różnorodności ludzkich umysłów, zaś gdy są zmęczeni, składają sobie nawzajem czule głowy na ramionach i już po chwili wstępuje w nich nowa chęć do życia. Rzecz oczywista, nigdy nie mają najmniejszych kłopotów finansowych; w razie nagłej potrzeby wyjazdu na Karaiby ona z radością oszczędza na nowych pantofelkach od wiodących projektantów. Pantofelki są zresztą zbędne, gdyż księżniczka zawsze wygląda promiennie, a gdyby nawet miała pryszcze na nosie i tłuste włosy, rozkochany książę i tak by niczego nie zauważył, gdyż jej dwudziestoczterogodzinny beztroski uśmiech przyćmiewa wszelkie wady.  Poważnych problemów w królestwie w zasadzie nie ma; niekiedy książę i księżniczka bywają leciutko podziębieni (przeciągi w krużgankach), ale nigdy nie wpływa to na ich doskonały humor.

Podoba Wam się? Mnie też. I jakie to wygodne – żadnego dyskomfortu przy czytaniu, prawda? Można także bez obaw opowiedzieć co wrażliwszym członkom rodziny,  w tym dzieciom – nigdy więcej ostrzeżenia „18+”, marudzenia lub liczenia na czyjąś dyskrecję.

A gdyby ktoś z Was potrzebował naprawić pralkę, polecam tego pana. Choć nam się, oczywiście, pralki nie psują!

Drugie urodziny

Oczywiście przegapiłam rocznicę bloga, która minęła przedwczoraj.  Moje ulubione dziecko ma dwa lata i gdyby było prawdziwym dzieckiem, uczyłoby się mówić. Zamiast tego uczy się istnieć, Czytelników w niepojęty dla mnie sposób wciąż przybywa, za to ja chyba nic a nic nie zmieniam sposobu pisania, może tylko klnę mniej. Ale to prawdopodobnie przejściowe.

Myślę, że nowa domena i wygląd to całkiem w porządku prezent na drugie urodziny.

Trochę statystyk:
– 482 wpisy
– 2232 komentarze
– odwiedza mnie obecnie 150 -200 osób dziennie
– większość z Was czyta tylko główną stronę
– kilka razy dziennie klikacie w odnośniki do moich innych blogów
– a wchodzicie tu najczęściej z blipa albo bezpośrednio.

Jak przy każdej takiej okazji, bardzo Wam dziękuję, że jesteście, że czytacie i komentujecie, że sprawdzacie tą drogą, co u mnie słychać. Autor bez czytelników jest niczym. Szczególne pozdrowienia dla tych z Was, którzy czytają mnie regularnie, ale się nie ujawniają, będąc dla mnie tylko tajemniczymi cyferkami w statystykach. Czasem się zastanawiam, ilu Was jest – ludzi, których nie znam, a którzy znają mnie. Dziwne uczucie ;)