Archiwa tagu: dzieci

Licho w Krakowie

Tym razem pojechałyśmy we dwie. Fantastycznie było spotkać się z tym samym, co zawsze, ciepłym przyjęciem i opieką. Tym samym mimo innej sytuacji, bo jednak niemowlę to rewolucja.

Kraków pachniał kwitnącymi drzewami i deszczem, i jeszcze tym jednym, znajomym zapachem. Ptaki śpiewały całą noc. Pokazałam córce pociągi, rzeki nie zdążyłam pokazać. Poimprezowałam. I wróciłam.

Home sweet home. Oraz Kain wrócił – jeszcze chyba nigdy nie rozstawaliśmy się na CAŁE cztery dni.

Wigilia troszkę inna

Moja znajoma co roku organizuje przedświąteczne spotkanie dla przyjaciół. Każdy z nas przynosi coś do jedzenia i spędzamy razem czas, jedząc kapustę z grzybami, pijąc grzańca, wieszając ozdoby na choince, która u niej zawsze jest trochę wcześniej, oraz wymieniając się prezentami. Albo i nie, bo w tym roku jakoś Mikołaj nie zdążył ;) Połowę tej radosnej grupy stanowi moja rodzina, co powoduje zabawne wrażenie, że jesteśmy na rodzinnej imprezie. Ale u nas rodzinne imprezy są bardzo nieformalne, więc nie ma problemu. Dziś na przykład część spotkania odbywała się na materacu, na którym leżał Cain, na którym leżała z książką Najmłodsza, na której leżał kot. Potem Najmłodsza i kot poszli spać, a Cain wysupłał się stamtąd dopiero tuż przed wyjściem, nieco zdrętwiały.

Ogromnie lubię te spotkania, wzruszam się na nich i łapię klimat. Dzisiaj dopadł mnie, kiedy gospodarz podnosił moją siostrzenicę wysoko w górę, żeby zawiesiła ozdoby na górnych gałązkach choinki. To taki absolutnie klasyczny, świąteczny widok.

A dla Was (tych Was, którzy lubią święta) – co jest takim wywoływaczem nastroju?

Luli *$#% luli, czyli złołysanka*

Śpij, dziecino – bo niani zimno,
śpij, maleńka – tatę głód nęka,
śpij, bejbiku, ciocia chce siku,
śpij, potworze, mama już nie może!

Tatuś by sobie chętnie nalał coli,
ale jak się ruszy, wszystko się spie*&^%$.

Śpij, maleństwo, bo padnie przekleństwo,
spać, maluszki, bo użyję poduszki,
leż, cholero przeklęta, bo zaknebluję i spętam,
luli, luli, uśnij już, bo przyniosę z kuchni nóż!

Niania by coś chętnie zjadła na śniadanie,
ale ty nie zaśniesz, jeśli teraz wstanie.

Śpij, maleństwo, niech śnią ci się wróżki,
śpij, cholero, nim urwę ci nóżki,
śpij, bo zaraz zwariuję i cię zdekapituję,
śpij, bo wnet nie wytrzymam, rączki ci pourzynam.

Ciocia miała resztkę kawy gdzieś na dnie
– ale ryk podniesiesz, jeśli choćby drgnie.
Mamusia chętnie się czegoś napije,
lecz nie ma kiedy, bo wyjesz i wyjesz.

I zaraz w trupa się chyba zaleje,
bo na twój sen już straciła nadzieję!

Podczas tworzenia tej złołysanki nie ucierpiało żadne dziecko.
Za współudział serdeczne pozdro dla aranhy i lesatyra :)
* słowo „złołysanka” też wymyśliła Aranha.

Klucz do międzyczasu pilnie kupię

Nie za bardzo wiem, jak i kiedy to się stało, ale pracuję po 12 godzin dziennie. Lubię swoją pracę i lubię dzieci, którymi się zajmuję, ale muszę przyznać, że po tych 12 godzinach wracam ledwo żywa. Co więcej, garstka rodziców grozi, że też mnie zatrudni, jeśli tylko znajdę czas. Za to zleceń copywriterskich jak na lekarstwo. Szykuje mi się jedna fajna współpraca, muszę tylko jakimś cudem znaleźć się na jeden dzień pod Częstochową.

O dziwo i na szczęście mam jeszcze wolne weekendy, które poświęcam na intensywny odpoczynek. Tak intensywny, że wczoraj rano lewo się zwlekłam z łóżka ;-)

Cały ten stan potrwa do końca miesiąca, a potem nic nie wiadomo. Dobra wiadomość jest taka, że możliwości mam wiele, a zła taka, że do ostatniej chwili nie będę wiedziała, na czym stoję. Najbardziej chciałabym, żeby moja firma zaczęła porządnie zarabiać, wciąż bowiem moim celem i marzeniem jest praca w domu (albo gdziekolwiek akurat się znajdę z moim netbuczkiem), w godzinach, jakie mi samej będą najbardziej odpowiadać. Niestety ciągłe szukanie nowych zleceń jest nieco męczące. Jednak raz na jakiś czas zlecenia znajdują mnie same i to są te miłe momenty.

Poza tym dojrzałam do zmiany miasta. Kain już dawno proponował przeprowadzkę do Krakowa, ale ja nie chciałam wyjeżdżać. Jednak im częściej A. robi sobie dwu- lub jednodniowe wypady z miasta na K. w góry, tym bardziej mu tej bliskości gór zazdroszczę. Stąd to wielka wyprawa, stamtąd tylko wycieczka. W międzyczasie jednak Kain zmienił zdanie. Pertraktacje trwają, do września zapewne podejmiemy jakąś decyzję.

Co to ja chciałam?

Miałam jakiś pomysł na notkę, ale zupełnie zapomniałam. Ale ponieważ w tym blogu generalnie chodzi o to, żeby pisać, co u mnie, to tak właśnie zrobię.

Doszłam do wniosku, że jeśli nie chcę się zaprzedać korpo (a bardzo nie chcę), to muszę sobie znaleźć dodatkowe zajęcie. Jeden zawód zdecydowanie bowiem nie dostarcza pożądanej ilości środków materialnych. Toteż teraz piszcie do mnie nie tylko wtedy, kiedy macie do ogarnięcia jakieś teksty, korekty albo fejsbuki, ale także wtedy, kiedy macie dziecko. Szlify zdobywałam od szesnastego roku życia, a trenowałam niekiedy i na piątce na raz, więc bez krępacji.

Pomysł jest dobry, w tym tygodniu dwa dni byłam nianią i trzy copywriterką (tak, wiem, że jest czwartek, ale odziedziczyłam po mamie klucz do międzyczasu). Oby tak dalej, to może mój bank znów mnie polubi. Mam też bliższe cele – w następny weekend zamierzam być w górach, których zawsze mi mało, w towarzystwie, którego też mi zawsze mało. Trzymajcie kciuki za pogodę…

Wierszyk z przedszkolnego przedstawienia:

„Żabie kłopoty”

Pewna żaba, chociaż miła,
zmywać naczyń nie lubiła
i mówiła tak z przejęciem:
– Oj, okrrropne to zajęcie,
wolę z boćkiem jeść śniadanie,
niż na głowie mieć zmywanie!

W kuchni tworzy się bałagan
i mąż żabkę co dzień błaga:
– Moja żabciu, zmyj naczynia,
patrz co w kuchni się wyczynia!

Żabka na to mu odpowie:
– Mycie naczyń psuje zdrowie,
nie daj boże się ochlapię
i paskudny katar złapię!

Już sąsiadki proszą żabkę:
– Weź zmywaczek, żabko, w łapkę,
drugą łapką chwyćże talerz!
Na to żabka skrzeczy:  – Ależ!
Jeśli o zmywanie chodzi,
to mi na urodę szkodzi!

Mąż ją prosi, przekonuje,
ale nic już nie skutkuje…
– Przyczepili się jak rzepy,
a do naczyń trzeba krzepy,
żeby zmywać trzeba siły,
sam pozmywaj, mężu miły!

Brudnych naczyń sterty rosną…
Może tak pozmywać wiosną?
Deszczyk wiosną często bywa,
przy okazji niech pozmywa!

Mąż wyłysiał ze zgryzoty!
– Zmywasz, żabciu moja?
– Co ty! Ani o zmywaniu myślę,
najpierw chcę się kąpać w Wiśle,
po kąpieli pogadamy,
może razem pozmywamy?

Lecz jak wyszła, tak zginęła,
żabka Wisłę przepłynęła,
prosto na zielone łąki,
by tam wreszcie zbijać bąki!

Mąż zaś rzekł: – Przebrała miarkę!
Pora kupić mi zmywarkę,
co pozmywa i nie skrzeczy!
Ot i koniec całej hecy!

(Mariusz Niemycki)