Archiwa tagu: koty

Pakowanie, pakowanie

Powoli zaczynają się piętrzyć paczki. Spakowaliśmy zawartość jednego regału, jednej szafy i szafeczki, w związku z czym nie mam pojęcia, gdzie będziemy kłaść następne rzeczy. Koty jak szalone wspinają się na foliowe worki i wieże z pudeł. Duch wskoczył na pusty karton i wpadł do środka, niepomiernie zdziwony.

Muszę zrobić sto rzeczy, a przeprowadzka w sobotę rano. W niedzielę podobno ma być lato, ale my będziemy siedzieć w nowym mieszkaniu i oswajać z nim koty, zanim je w poniedziałek zostawimy same na pół dnia. Nie mamy jeszcze kluczy, trzeba przenieść internet i nie mam kiedy iść do lekarza z wynikami badań i z moim kaszlem, który od miesiąca wiernie mi towarzyszy we wszystkich zajęciach.

Wczoraj Kain nagle źle się poczuł. Prawdopodobnie nic groźnego, ale przeżyłam najbardziej koszmarną godzinę od dawna. Jeśli ten człowiek nie pójdzie do lekarza w przyszłym tygodniu, sama go dobiję, żeby uniknąć niespodziewanych stresów :/

Zła pani, bo zostawiła kotka

Jak wiecie, od lutego pracuję. Znaczy przedtem pracowałam w domu i niedużo, a teraz co rano wychodzę i wracam około 16.00. Jestem zajęta, trochę zmęczona i, przede wszystkim, nieobecna, więc na początku nie zauważyłam, że Plamka się inaczej zachowuje. W końcu jednak stało się jasne, że kota jest Smutna.

Wieczorami leżała sobie i patrzyła w dal. Głaskana – nie mruczała. Obejrzałam ją i obwąchałam, wydawała się zdrowa, tylko przygnębiona. Wreszcie dodałam dwa do dwóch i domyśliłam się, że mała przyzwyczaiła się do mojej całodniowej obecności w domu. Zwykle spałyśmy razem do południa, potem wylegiwała się na moich kolanach, kiedy siedziałam przy komputerze, a gdy wracałam z zakupów (sklep pod domem, zakupy to maksymalnie 20 minut), robiła sceny, jakby mnie nie było sto lat. Nic dziwnego, że nie mogła się odnaleźć.

Wczoraj wieczorem wygłaskałam ją porządnie, starając się nie zwracać uwagi na to, że wcale nie mruczy. Rano zadbałam o to, żeby przywitać ją pierwszą (Duch też się domagał, ale on jest bardziej kotkiem Kaina) i pożegnać przed samym wyjściem do pracy. Poprosiłam też męża, żeby ją trochę wytulał w ciągu dnia. I dziś, kiedy wróciłam, znowu przywitało mnie mruczenie i znowu kota chodziła za mną krok w krok, kiedy rozpakowywałam zakupy i robiłam obiad. Ulżyło mi :)

Kocie kaprysy

Tydzień pierwszy: duża puszka jest be – na drugi dzień najwyraźniej traci zapach, a smak nam się nudzi. Kupcie lepiej kilka małych, ludzie, bo nie będziemy jeść wcale.

Tydzień drugi: te małe puszki w sumie też są niesmaczne. Nie będziemy tego jeść, dajcie nam coś innego.

Tydzień trzeci: o, saszetki. Saszetki są dobre. Droższe? A co nas to obchodzi, będziemy jeść saszetki i koniec!

Tydzień czwarty: ty, patrz, dali kurczaka. Fuuj, niedobre. A te wieczne saszetki? Kto by to chciał jeść! Chrupki, tak, to rozumiem.

Tydzień piąty: oho, złamali się i kupili dużą paczkę chrupek. Ale fajnie. To niech ona tu sobie stoi, ta paczka, bo my nie będziemy jeść chrupek, znudziły nam się…

Człowiek, Który Skarcił Kota*

Scrabblowo-piwny wieczór u Królowej Nocy. Siedzimy we troje: gospodyni, Elpanda i ja. W pewnym momencie kot coś narozrabiał. Panda był najbliżej, więc zabrał go z parapetu i postawił na podłodze.

My: – No ale skarć go jakoś! Okaż mu swoje niezadowolenie!

Panda, pochylając się nad kotem: – Chujowo, mój drogi.


tytuł Królowej.

Akt z kotem

Kot Duch ma jakiś problem z wodą w wannie. Ilekroć puszczamy wodę, a potem wychodzimy z łazienki, Duch leci tam, siada na pralce lub na wannie i zaczyna głośno, żałośnie, przywołująco miauczeć. Lecę więc i ja, głaszczę, koję i tłumaczę: jest ok, to tak ma lecieć, nic się nie dzieje. Duszek mruczy, pręży grzbiet i cichnie. Wychodzę.

Ale po chwili znów: potępieńcze wycie z łazienki. „Ratunku, ratuunkuu, tu leci woda, człowieku, ratuj, woda leci i NIKT JEJ NIE PILNUJE!” I tak dopóki któreś z nas nie przyjdzie do łazienki i nie wejdzie do wanny.

Zielonego pojęcia nie mam, co mu w tej wodzie przeszkadza. Może nie przywykł; przez dłuższy czas wchodziliśmy do wanny zaraz po puszczeniu wody z kranu, więc być może Duch uważa, że skoro się leje, to człowiek musi być. Nie wiem, nie ogarniam i tylko nieodmiennie mnie to śmieszy.
Sąsiadów pewnie mniej…


Kot Duch pilnuje mnie w kąpieli.

Kocie fochy

Koty mają ostatnio fanaberie. Nie zjadają śniadania, wieczorem bardzo głodne i oburzone żądają kolacji, z której skubną parę kęsów i zostawiają, rano nad pełną michą robią awanturę o śniadanie, ze świeżej porcji uszczkną ciut, wieczorem znów afera o kolację i tak na okrągło. Dopóki były upały, nie dziwiło mnie to wcale, wyrzucałam stare (a psuło się szybko), dawałam nowe, a koty jadły głównie w nocy, kiedy robiło się trochę chłodniej. Ale teraz? Zima idzie, powinny jeść. Żarcie już się tak szybko nie psuje, więc stoi sobie czasem nawet cały dzień. Raz zjadają, raz nie. Kupiliśmy inne smaki puszek, bo może stare im się znudziły – nic. Kupiliśmy podroby – nic. Suche owszem, suche by żarły, ale ja nie karmię kotów suchym, bo kocia pani doktor odradza.

No i tak się bawimy w żonglowanie miskami. Stare żarcie, świeże żarcie, mięso, puszka, żółtko (nie łaska) i od nowa. Oszaleć można.

A najchętniej spędzają czas tak:

Baj de łej, jakby ktoś nie wiedział albo nie pamiętał, to Plamka i Duch zwykle występują tutaj.

Kici, kici

Chcę być kotem.

Najlepiej moim kotem. Koty śpią, kiedy chcą, a jeśli ktoś je budzi, to tylko, żeby głaskać. Lubię głaskanie i spanie.
Koty (te moje) nie muszą pracować, żeby jeść i mieszkać. Otaczane miłością i różnymi: „o jakie słodkie, zobacz zobacz!” żyją sobie w ciepełku, przeciągają się leniwie i lekceważą wszystko i wszystkich. W życiu kierują się wyłącznie własnymi zasadami i widzimisię, serdecznie gdzieś mając nakazy i zakazy.

A o godzinie 18, kiedy ja, ziewając, myślę sobie, że to najgorsza możliwa pora na drzemkę, koty po prostu zwijają się w kłębek i idą spać. Mru.

(Na zdjęciu kot Duch oraz mój ulubiony ręcznik.)