Archiwa tagu: mężczyźni

Spróbuj to napisać, spróbuj to jakoś ograć

Jest niesamowicie. Ludzie wokół mnie są tak fantastyczni, tak inspirujący, tak otwarci, że przez większość czasu ledwo wierzę własnym zmysłom. Może nie powinnam wierzyć, bo zmysły wariują na wiosnę, a wiosna ewidentnie już w powietrzu. Ale w dniu, w którym stanę się nieufna z natury, ktoś z Was niech weźmie broń i zastrzeli mnie z litości, dobrze?

Inspiracje. Granice. Wyobraźnia. Emocje i relacje. A kiedyś nie wierzyłam, że życie zaczyna się po trzydziestce…

Powroty

Powroty są łatwiejsze, gdy ma się do pokonania kilkaset kilometrów. Trzy godziny w pociągu pomagają poukładać sobie w głowie na nowo i wrócić także mentalnie.

Gdy ma się na to zaledwie kilka minut, jest trudniej. Chociaż widok niemowlęcia od progu sprawia, że proces wracania gwałtownie przyspiesza, a mózg matki robi voltę i zatrzymuje się w pozycji: „rodzina”.

(Tak, wyszłam z domu bez dziecka i męża po raz pierwszy od dwóch miesięcy.)

Czy ja się denerwuję?

Jestem – nie śmiejcie się – dość cierpliwym człowiekiem. Wiele rozumiem, nie tracę gruntu pod nogami z byle powodu, nie robię awantur o późne powroty z jednego piwa lub nie odebrany telefon. Zdaję sobie sprawę, że ludzie – generalnie – bywają zajęci, zmęczeni, chorzy, wyjechani, nie w nastroju itd. Nauczyłam się także z wiekiem, i nie bez oporu krnąbrnego ducha, że niektórzy są mniej wylewni niż inni, że nie każdy lubi pisać długie maile i że milczenie nie musi oznaczać olewania.

ALE.

Nie znoszę obietnic bez pokrycia. Nienawidzę niedotrzymanych terminów. Szczerze gardzę pustymi słowami od osób bliskich. Oczekuję słowności, szczerości i – raz na jakiś czas – podtrzymywania więzi. Cenię także inicjatywę, gdyż nie najlepiej czuję się w roli osoby proszącej o spotkanie.

I kiedy – taki przykład z głowy – umawiam się z kimś, kto nie przychodzi, przekłada, nie odbiera telefonu godzinami, i kiedy taka sytuacja się powtarza, to nawet największe pokłady życzliwości nie są w stanie mnie ułagodzić. Gdyż pierwszą i ostatnią myślą jest, niestety, ta, iż jestem ustawicznie olewana. A o byciu olewaną wolę być poinformowana wprost. Poważnie: stokroć wolę: „sorry, bejbe, było miło, ale wystarczy”, niż głodne kawałki pod ogólnym hasłem „zadzwonię”. I naprawdę bywają sytuacje, gdy nawet największy bagaż wspólnych doświadczeń, beczka soli i jakieś tam wzajemne zaufanie wymiękają w zestawieniu ze zwykłą niesłownością.

W takich chwilach robię się zła, bardzo zła, i myślę sobie same najgorsze rzeczy. A im więcej czasu mija, tym bardziej się wściekam, typowo męskie więc liczenie, że mi przejdzie, rzadko odnosi skutek. W zasadzie nie istnieje sposób na uniknięcie awantury lub tzw. focha – foch jest wersją „nie mam ochoty być miła, ale nie będę się przecież drzeć jak wariatka, więc zmilczę”.

Można mi wynagrodzić (nie „obiecać”, wynagrodzić). Można przeprosić. Można czym prędzej zmienić zachowanie lub zaskoczyć mnie czymś miłym. Można zapewniać o swoich uczuciach, to dość miłe. No i, przede wszystkim, można nie powtarzać błędów.

Można też powiedzieć: „nie rób scen, jesteśmy tylko znajomymi” i tym samym radykalnie mieć z głowy mnie i moje oczekiwania.

Recydywistka

Nieuleczalny sentyment. Nawracająca słabość. Jestem recydywistką, jestem długodystansowcem, choć to ostatnie, o co bym się podejrzewała. Sytuacje, emocje, namiętności – zamiast pojawiać się nowe, wracają, powtarzają się, te same (choć oczywiście nie takie same, rzeka płynie), te same, do nie-znudzenia. I ta sama osoba, to samo spojrzenie zapiera dech po raz dziesiąty, setny, tysięczny.

Między świtem a mgłą, między ucieczką a powrotem, między spacerem a milczeniem – jestem, wracam, trwam. Czasem nie wiem, dlaczego – zazwyczaj nie wiem, dlaczego! – widać tak po prostu musi być, a może w którymś momencie wybrałam właśnie to i właśnie tak. I zostałam.

Nowy blog ;)

Kiedy ostatnio zakładałam bloga? Nie pamiętacie, co? Ja też nie.

OTO WIĘC JEST. Moje nowe dzieło, rurzowy (no a jakże) dziewczyński blogasek o chłopakach i o tym, jakie mamy z nimi problemy. Będzie: kontrowersyjny, emocjonalny, niepoprawny politycznie. Nie będzie: autobiograficzny, a w każdym razie nie bardzo.

Zapraszam: WOJNA PŁCI
oraz jej fanpage.

An unrescuable schizo

there’s no end to the love you can give
when you change your point of view to underfoot
very good
you may be flat but you’re breathing

and there’s no doubt he’s at home in his room
probably watching porn of you from the fall
it’s last call

and you’re the last one leaving
and you thought you could change the world
by opening your legs
well it isn’t very hard
try kicking them instead
and you thought you could change his mind
by changing your perfume to the kind his mother wore
o god delilah why?
i never met a more impossible girl….

in this same bar where you slammed down your hand
and said “Amanda, i’m in love”
no you’re not
you’re just a sucker for the ones who use you
and it doesn’t matter what i say or do
the stupid bastard’s gonna have his way with you…

you’re an unrescuable schizo
or else you’re on the rag
if you take him back
i’m gonna lose my nerve
i never met a more impossible girl….
i never met a more impossible girl….

at four o’clock he got off
and you called up
“i’m down at denny’s on route one
and you won’t guess what he’s done”
is that a fact delilah?
larry tap let you in through the back
and use his calling card again
for a quick hand of gin

you are impossible, delilah: the princess of denial
and after 7 years in advertising you are none the wiser

you’re an unrescuable schizo
or else you’re on the rag
cause if you take him back
i’m gonna lose my nerve
he’s gonna beat you like a pillow
you schizos never learn
and if you take him home
you’ll get what you deserve

so don’t cry delilah
you’re still alive delilah
you need a ride delilah?
let’s see how fast this thing can go

(Dresden Dolls „Delilah”)

Wciągałeś – nie całuj

Odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która uważa, że tabaka jest obrzydliwa. Nie chodzi mi o smak, zapach czy odczucie podczas zażywania – nigdy nie próbowałam. Zdarza mi się natomiast występować w roli obserwatora i zapewniam Was, że nigdy z własnej woli.

Prawdopodobnie nigdy nie pojmę, co sprawia, że grupa dorosłych, dbających o siebie ludzi obojga płci postanawia publicznie wciągać do nosa proszek, brudzący wszystko naokoło, a następnie publicznie siąkać, smarkać, kichać, lać łzy z oczu i ogólnie siedzieć między ludźmi, przy stole, z glutami do pasa. Najseksowniejsza laska, najbardziej pociągający mężczyzna w sekundę tracą dla mnie urok, choć staram się nie patrzeć.

Natomiast większość moich znajomych chętnie sięga po tabakę, jeśli ktoś w towarzystwie proponuje.  Rozumiem, że to jest tytoń, a więc nałóg i są osoby, które zażywają ją regularnie tak samo, jak inni palą papierosy. Moja dezaprobata dotyczy głównie ludzi, które nie są uzależnieni, ale w sytuacjach towarzyskich lubią się poczęstować szczyptą lub dwiema. Co prawda ponoć Mickiewicz lubił robić w towarzystwie znacznie bardziej intymne rzeczy (ktoś o tym słyszał, czy to tylko ja w młodości uwierzyłam w puszczoną plotkę?), ale ostatecznie nie jesteśmy wieszczami.

Ciekawa jestem, czy ktoś podziela moją opinię, bo do tej pory nie spotkałam takiej osoby. Czuję się nieco osamotniona w moim obrzydzeniu i o krok od wykluczenia towarzyskiego: ostatnio zaczynam unikać imprez, na których spodziewam się spektaklu ze smarkami w roli głównej…

Traktat o pocałunku

„Całowali się. Jeśli ujmę to w ten sposób, założysz zapewne, że był to normalny pocałunek – wargi, skóra, może nawet nieco języka. Nie zgadniesz jednak, jak on się uśmiechał, jak lśniły jego oczy, a potem, gdy się rozłączyli, jak wstał – niczym człowiek, który właśnie odkrył sztukę stania i poznał ją lepiej, niż ktokolwiek przed nim i po nim.”
(Neil Gaiman)

Pamiętacie swój pierwszy pocałunek? Ja mojego nie wspominam zbyt dobrze, bo, co tu kryć, kiepska byłam i krążyły potem po szkole ploty na temat tej mojej kiepskości. Nic przyjemnego takie ploty i samo całowanie też w sumie nic przyjemnego – tak wtedy uważałam. Z wiekiem jednak zupełnie zmieniłam zdanie i kiedy wyczytałam w „Życiu seksualnym dzikich”, że podobno niektóre plemiona w ogóle nie znają pocałunku, byłam zdumiona. Jak można się nie całować?! Nie znać przyjemności dotykania ustami ust drugiej osoby? Przygryzania warg, kontaktu języków, całej serii pieszczot, które w naszej kulturze są – na szczęście! – nieodłączną częścią każdego romansu?

Uwielbiam się całować. To dla mnie najpiękniejsza część kontaktu fizycznego, nic nie ujmując przytulaniu lub kochaniu się – po prostu w pocałunku jest coś tak intymnego, czułego, miłego i namiętnego zarazem, że w gruncie rzeczy może mi zastąpić wszystko inne. Oczywiście zdarzało mi się spotykać z ludźmi, którzy całowali dobrze i z takimi, którzy nie byli mistrzami w tej dziedzinie. Czasem to kwestia zgrania, czasem tego, jak bardzo gorące uczucia żywimy do całowanej osoby, a czasem, po prostu, techniki. Mistrzem całowania jest dla mnie mój mąż. Od pierwszego pocałunku do dziś za każdym razem miękną mi kolana.

No fajnie, ale co to właściwie znaczy: całować dobrze? Przede wszystkim znaczy to, oczywiście, „tak, jak podoba się osobie całowanej”. Wszak każdy lubi trochę co innego, inną ma wrażliwość ust, inne doświadczenia, które mogą wpływać na upodobania. Zdaję sobie sprawę, że to kiepska wskazówka, ale spokojnie, mam też kilka bardziej uniwersalnych.

Pomyśl o tym, że całowanie to rodzaj seksu. Zazwyczaj to pierwszy rodzaj seksu, jaki uprawiasz z drugą osobą. Pamiętaj więc, że każdy akt seksualny potrzebuje gry wstępnej. Dżentelmen (ani dama) nie rzuca się od razu do penetracji; najpierw się trochę gładzimy, delikatnie dotykamy, badamy swoje reakcje na takie lub inne pieszczoty. Bądź delikatny i czujny. Sprawiaj przyjemność (także sobie): wodzeniem ustami po ustach, lekkim przygryzaniem. Nie zaniedbuj żadnych obszarów kosztem innych, chyba, że wiesz, iż jest to mile widziane. Tak, wciąż mówimy tylko o pocałunku.

Warto pamiętać, że wargi ust są wielokrotnie bardziej wrażliwe na dotyk, niż język. Wśród kobiecych i męskich stref erogennych wymienia się wargi, okolice ust i nozdrzy – o języku nie ma ani słowa. Dlatego podczas całowania warto skupić się właśnie na ustach, od ich zewnętrznych krawędzi aż po wnętrze warg. Na język też przyjdzie czas, ale jeśli od razu przechodzisz do językowych zapasów, może się okazać, że już nie będziesz mieć szansy wykazać się w innych dziedzinach ;)

A jeśli całujesz dobrze, jeśli całujesz z pasją, jeśli całujesz kogoś, kogo naprawdę bardzo lubisz – gdy się rozłączycie, wstaniecie niczym ludzie, którzy właśnie odkryli sztukę całowania i poznali ją lepiej, niż ktokolwiek przed wami i po was. Kocham to uczucie i każdemu życzę, żeby doznawał go często i regularnie.

Całuję,
Luca :*