Archiwa tagu: mężczyźni

Cholernie mokre drzewo, pani baronowo

Wino się skończyło. W lodówce pusto, a w każdym razie nie ma w niej flaszki wódki na czarną godzinę – ewidentnie nie wychowano mnie odpowiednio i teraz cierpię. Na koncie 40 zł. Piosenka Porcupine Tree zapętlona od rana. Gdybym miała kominek, niechybnie by zgasł. Gdybym miała lokaja, byłby cyniczny. Gdybym miała jeszcze jedną butelkę, pewnie bym zrobiła coś głupiego, a wyczerpałam już limit na ten kwartał.

A może nie.

Kobieta vs kobieta

Nie umiem rywalizować z kobietami. Nie w sensie, że nie wiem, jak to robić, tylko w sensie, że w ogóle nie czaję tego zjawiska.

No bo tak: załóżmy, że tobie i mnie podoba się ten sam mężczyzna. Gdyby chodziło o torebkę albo czekoladę, możemy się kłócić lub licytować (ty jadłaś wczoraj ciastko, więc czekoladę dzisiaj zjem ja). Ale to jest żywy człowiek, tak? Najnowsze badania dowodzą, że mężczyźni posiadają mózgi, uczucia i własne poglądy, co z kolei pozwala przypuszczać, że sami, świadomie, dokonują wyborów. W tym wyboru partnerki, jak sądzę. I wprawdzie jasne jest, że jeśli jedna z nas usiądzie w kątku i nie będzie się wychylać, a druga będzie miła i uwodzicielska, to pewnie mężczyzna uzna, że żadnego wyboru nie ma, ale czy na pewno właśnie o to chodzi?

Zdarzało mi się w życiu, że usiadłam w kątku i się nie wychylałam, wiedząc, że koleżance ktoś się podoba bardziej, niż mnie, albo sądząc, że bardziej pasują do siebie, niż on do mnie. Zdarzało mi się, że koleżanka bez zbędnych skrupułów poderwała kogoś, na kim mi bardzo zależało (w jednym przypadku nawet wyszła  za niego za mąż) – i ok, co ja będę ludziom szczęścia odmawiać. Zdarzało się, że ratowałam papierosem i validolem dziewczynę, którą zostawił dla mnie facet, który potajemnie romansował z nami obiema. Znaczy do czasu potajemnie. Potem zresztą zmienił zdanie, i ok.

Zdarzało się też, że  ktoś podobał się jednocześnie mnie i mojej przyjaciółce. Skutki bywały różne, zawsze jednak staram się o tym rozmawiać i nie ładować się za bardzo komuś w plany, chyba, że naprawdę mi zależy. Natomiast nigdy nie zdarzyło się, żebym „odbiła” faceta koleżance, spotykała się z kimś żonatym, podrywała mężczyznę, którego moja znajoma kocha, była z kimś już zajętym (nie dziwcie się, spójrzcie choćby parę linijek wyżej) – uważam to za świństwo i tyle, bez żadnej dyskusji. Chyba, że wszyscy zainteresowani wiedzą i sobie życzą, ale to zupełnie inna bajka i nie na tę notkę.

Wszystko ładnie i pięknie, ale nie jestem osobą, która umie siedzieć w cieniu. Jeżeli jestem na imprezie czy piwie, nie potrafię usadzić tyłka na jednym miejscu i przysłuchiwać się rozmowie. Krążę, poznaję ludzi, zagaduję tych, którzy mnie interesują, mówię komplementy – to cała ja, taka jestem i ani nie potrafię, ani nie chcę tego zmieniać. Nigdy też nie rozumiałam zwyczaju zrywania kontaktu z byłymi: skoro kiedyś kogoś kochałam, to zazwyczaj nadal uważam go za fajnego człowieka, możemy się mniej lub bardziej kumplować, jestem ciekawa, co u niego itd. Jeśli więc kiedyś coś mnie łączyło z twoim obecnym chłopakiem, to nie licz na to, że więcej się z nim nie spotkam. Za to możesz spokojnie założyć, że skoro jest z tobą, a nie ze mną, to pewnie ma jakieś powody, które z kolei ja szanuję (przetłumaczę: nie, nie lądujemy w łóżku, kiedy tylko spuścisz go z oka).

Zdaję sobie sprawę, że mój sposób bycia i podejście do sprawy bywają dla innych kobiet nie do przyjęcia. Istnieje pewnie całkiem spora grupa dziewczyn, które nigdy mnie nie polubią. Rozumiem to, po prostu nadajemy na innych falach i zazwyczaj ja z kolei nie lubię ich stylu życia. A najbardziej nie jestem w stanie zaakceptować cech uważanych za typowo kobiece: mściwości, zawiści, fochów. W stylu „ten chuj mnie zostawił, więc zniszczę życie jemu i tej jego lafiryndzie”. Trochę ludzkich odruchów i trochę godności, babeczki, błagam.

Ja jestem prosty człowiek, choć księżniczka. Do mnie można przyjść i wyłożyć wszystko prosto z mostu (tu pozdrawiam kolegę, który niedawno mile zaskoczył mnie szczerością). O wszystko zapytać. Pogadać. W ogóle hej, dziewczyny, nie jestem taka strasznie zła ;)

Tango

Sylwestrowa noc. Zaczyna grać muzyka. Przystojny brunet prosi mnie do tańca, wychodzimy na środek i jak na filmie wszyscy się odsuwają, zostajemy sami na parkiecie. Pierwsze kroki, spojrzenie w oczy z bardzo bliska…

I wtedy on pyta:
– Umiesz tańczyć tango?
– Nie.
– Ja też nie…

Z drugiej strony, gdybyśmy umieli, ta scenka nie byłaby zabawna i nie polubiłoby jej na fejsbuczku 9 osób w 40 minut.
Współczesna kobieta musi wybierać: albo dobry taniec, albo dobra historia…

Zapach

Zaczyna się od zapachu. Wchodzę do mieszkania, a ono natychmiast mnie obejmuje, przygarnia, cieszy się, że jestem. Witam się, zdejmuję płaszcz, zziajana po wspinaczce na trzecie piętro kamienicy. Ściągam buty i idę do pokoju po prawej stronie. Przekraczam próg, zatrzymuję się, przymykam oczy i głęboko wciągam powietrze.

Czas się na moment zatrzymuje. Tonę w otaczającej mnie znajomej woni, przez głowę przelatują jakieś obrazy, pozwalam im płynąć bez przyglądania się. Ciepło wypełnia mnie falą, uśmiecham się, znikam. Błogość, spokój, zapach, zapach, zapach.

Otrząsam się i wracam do rzeczywistości. Rozpakowuję jakieś rzeczy, rozmawiam, piję herbatę. Podczas pobytu tutaj jeszcze kilka razy pozwolę sobie na chwilę upojenia zapachem; nie zastąpi go żadna ukradziona kropla perfum, pożyczony przedmiot, przywołane wspomnienie.

Musiałabym ukraść Ciebie całego.

Komu golarkę?

– czyli konkurs z nagrodą rzeczową

Jak wspomniałam w poprzedniej notce, mam dla Was golarkę Philips SensoTouch, o której więcej na stronie producenta (i we wpisie poniżej).

Badania pokazują podobno, że golarki męskie częściej kupują kobiety. Nie dla siebie rzecz jasna, ale dla swoich partnerów. Dlatego też kampania informacyjna pod nazwą „Nowy wymiar golenia” skierowana jest do kobiet. Konkurs także jest dla kobiet, które mogą wygrać maszynkę dla swojego faceta. Albo brata, taty, kumpla – nie wnikam ;)

Edit:
Panów też zapraszam do udziału ;)

Zasady są następujące: aby wziąć udział w konkursie, musicie najpierw mieć dobrą historyjkę z życia wziętą, która traktuje o męskim goleniu. Może być zabawna, może być romantyczna albo rodem z horroru, wszystko jedno – grunt, że opowiadamy sobie o golących się facetach. Możecie to robić w komentarzach pod tym postem, przez tydzień, czyli do 4 stycznia włącznie. Po tym czasie wybiorę historyjkę, którą uznam za najfajniejszą, a jej autorka dostanie nagrodę.

Proste? Proste. Regulamin konkursu jest tutaj, a ja mam dla Was pierwszą opowieść:

Dawno, dawno temu poznałam pewnego fajnego faceta (w skrócie FF). Szczęśliwy traf i moje gorące starania sprawiły, że on także uznał mnie za całkiem fajną i zaprosił mnie na małą imprezę na działce. Lato było. Siedzieliśmy sobie ze znajomymi przy ognisku, a potem wszyscy poszli spać, my zaś dopiliśmy kolejne wino i zaczęliśmy się całować. Całowaliśmy się do rana, a kiedy było już całkiem jasno, zasnęliśmy przy dopalającym się ognisku.

Po przebudzeniu okazało się, że mam wielką dziurę w brodzie, ponieważ FF miał odrastający już po goleniu poprzedniego poranka, twardy zarost. W nocy tego nie czułam, zapewne znieczulona pocałunkami i winem. Karą za rozpustę było chodzenie przez dwa tygodnie ze strupem na twarzy.

Morał? Panowie, zawsze gólcie się tuż przed randką. Drogie panie, podczas randki zerkajcie czasem w lusterko ;-)

Golarka SensoTouch – test

Parę dni przed świętami napisał do mnie przedstawiciel firmy Heureka, odpowiedzialnej za promocję nowych golarek Philips. Zaproponował mi test golarki dla mężczyzn. Ja wiem, że to brzmi dziwnie. Ale testować miał, rzecz jasna, Kain – a ja o tym napisać. Nowa golarka dobra rzecz, temat na notkę też, a co najfajniejsze, będę miała drugą taką dla Was (ale o tym w innej notce), więc zgodziłam się chętnie.

Dzień przed Wigilią przyszła paczka. W paczce było takie pudełko:

a w pudełku golarka, a oprócz tego stojak z przyssawkami, końcówka-trymer, zasilacz, etui i szczoteczka do czyszczenia. Całość tego stuffu wygląda tak:

Będziecie się śmiać, ale oczywiście pierwsze, co pomyślałam o maszynce, to że jest bardzo ładna. I tak, kusząc urodą (no, tak naprawdę to nie, bo zamknęłam ją z powrotem w pudełku) przeleżała parę dni. A dziś Kain postanowił ją wypróbować, to znaczy ja postanowiłam, że on ją wypróbuje, zagnałam go do łazienki i osaczyłam z aparatem.

Chłopak ogolił się drugi raz w ciągu tygodnia, więc doceńcie poświęcenie! Powyżej jeszcze przed goleniem. Dramatyczny ten zabieg dotyczył tylko policzków, bo bródka musi być, wiadomo.

Nie ładowaliśmy maszynki – po wyjęciu z opakowania od razu nadaje się do użycia. Mój facet zazwyczaj używa tradycyjnej maszynki do golenia z wymiennymi ostrzami, ale z elektrycznymi jest obeznany, bo kiedyś korzystał. Golił się na sucho – chcieliśmy przeprowadzić także test z goleniem na mokro, z żelem do golenia, ale nam się zapomniało.

Maszynka jest niezbyt głośna, poręczna, wygodna. Bez większego problemu goli krzywizny. Zostawia lekki cień zarostu – może dlatego, że mój mąż ma miękki zarost i ciężko go dokładnie ściąć, a może tak być musi i już. Miejsca, których nie widać w lusterku – przy uszach i na szyi – dogalała żona, bo żeby ogolić pojedyncze włoski, które się gdzieś tam ostały, trzeba się trochę namęczyć.

Potem wypróbowaliśmy trymer. Można nim zrobić piękny równy wąsik, z którym Kain wyglądałby jak kapral. Ta wizja trochę mnie przeraża. Ale przycięliśmy (wspólnymi siłami) wąs, aby nie wpadał panu i władcy do zupy oraz ciachnęliśmy kilka nie pasujących nam do wizji włosków z brody.

Urządzenie spokojnie wytrzymało te zabiegi, bateria nie wołała jeść, maszynka zrobiła się lekko ciepła, ale nie gorąca i najwyraźniej mogła jeszcze. Nam jednak wystarczyło, powędrowała z powrotem do pudełka, a Kain posmarował kremem lekko podrażnioną skórę. Myślę, że normalny człowiek obszedłby się bez kremu czy balsamu – my jesteśmy wrażliwcy i alergicy.

Szanowny małżonek ocenia sprzęt pozytywnie, bez punktów karnych, choć zamierza go używać raczej na wyjazdach – w domu nadal woli szybszą w użyciu tradycyjną maszynkę z ostrzami. Na koniec jeszcze zdjęcie ogolonego Kaina:

Miasto na K jak „tęsknię”

Cały dzień siedzę przy komputerze i słucham Kaczmarskiego. Moja aktywność ograniczyła się póki co do ufarbowania włosów, napisania maila do A. i zagrzania piwa. Sporym wysiłkiem woli zmusiłam się
do naskrobania paru zdań służbowo i od rana się zbieram do powieszenia prania.

Każda czynność przychodzi mi dziś z trudem, czuję się, jakbym brodziła
w kisielu, zamiast w powietrzu. Ciemno, chłodno, duszno, ciasno, sennie. Tęskno.

Komuś innemu powiedziałabym: to minie.

Góry, które miały być Beskidami

…okazały się Tatrami. Ja nie narzekam, mnie można za rączkę zaprowadzić w każde piękne, wysoko położone miejsce i będę szczęśliwa.

Jeszcze jak.

W Tatrach zima, na całej połaci śnieg. I lód. Gdyby nie kijki, byłoby kiepsko, a tak było dość spokojnie. I bardzo, bardzo, bardzo pięknie. Słońce i wiatr, mnóstwo światła, ciepło. Wspięłam się na małą skałę i okazało się, że trudniejsze jest zejście. Pierwszy raz byłam w nocy tak wysoko w górach i patrzyłam na gwiazdy. Bardzo mi ciężko wrócić, w głowie wciąż jestem tam. Nad stawem, w schronisku, przy ścieżce pod kosodrzewiną, w autobusie, w powrotnym pociągu.

Najlepszy dźwięk weekendu: grzechot lodu w stawie, taki sam, jaki wydają kostki w szklance, tylko dużo głośniejszy.
Najlepsze miejsce: ostatni punkt widokowy w lesie.
Najlepsze zdanie: „Lubię chodzić z panią po górach”.


I jeszcze piosenka weekendu.

Dziś już dla dam świat nie ten sam

Można mnie kupić za słowa. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, ale co tam, i tak już wszyscy wiedzą, taktykę na mnie można zgadnąć w pięć sekund. Kiedy ktoś do mnie ładnie mówi, poddaję się bez walki, nie licząc walki na słowa, ale to akurat silniejsze ode mnie.

To trochę żenujące, jak łatwo mnie podbić dobrym komplementem, oryginalnym cytatem, zgrabną frazą. Są ludzie, których uwielbiam za słowa i cała reszta ich osoby mogłaby być zupełnie nieciekawa – nie, wróć, nie wierzę w nieciekawych ludzi, którzy tylko ciekawie mówią.
I wpadam jak śliwka w kompot, wpadam z deszczu pod rynnę, podkładam się jak ostatnia idiotka, bo wszystkie ładne słowa zapadają mi gdzieś głęboko. Potem, kiedy zderzają się z rzeczywistością, jestem niezmiennie (niezmiernie) zdziwiona, otwieram szeroko oczęta i mrugając pytam:
„Ale jak to? Przecież tak pięknie mówił?”

Pociesza, że nie jestem jedyna. Co ciekawe, najlepiej o tym piszą mężczyźni: Przybora (patrz tytuł), Szymkiewicz (patrz piosenka), Debergerac (w moim ulubionym z jego wierszy):

„Dziewczyna z językiem

Ona ma dar języka i słowa się do niej garną
elektryzują powietrze skacząc dokoła jak iskry
albo strzelają do góry z fajerwerkowym poświstem
względnie malują po ścianach na biało, czerwono i czarno.

I każde z nich jest kobietą. Przed szafą pełną znaczeń
staje co rano niepewne co dzisiaj na siebie włoży
czy będzie ostre jak oset czy trawą się będzie płożyć
i żadne z nich, nawet w zdaniu, nie jest ci dane na zawsze.

Ona ma dar języka. Potrafi go owinąć
w mgłę miękką o poranku. Potrafi nim zespolić
wieczór, papieros i wino

Język. W ust aureoli
jest serpentyną.
Poliż.”