Archiwa tagu: pisanie

O dziewczynie, która była łabędziem

Pewne małżeństwo żyło ze sobą szczęśliwie, do pełnej radości brakowało im jednak dziecka. Wiele lat marzyli o małej istotce, która sprawi, że staną się rodziną. Wreszcie Los ich wysłuchał i urodziła im się córka. Teraz ich szczęście było pełne. Dali córeczce na imię Anna, opiekowali się nią troskliwie i patrzyli, jak rosła.

Anna stawała się coraz starsza i odkrywała coraz więcej świata wokół siebie. Poznawała ludzi, zwierzęta i miejsca. Zaczęła dojrzewać i zastanawiać się nad różnymi rzeczami, aż wreszcie – w dniu, gdy skończyła 12 lat – odkryła, że jest łabędziem. Początkowo nie rozumiała, co się z nią dzieje, czemu okrywa się białymi jak śnieg piórami, dlaczego wygina długą szyję i skąd się biorą te dwa wielkie skrzydła, ale kiedy wszystko pojęła, poszła powiedzieć swoim rodzicom.

– To niemożliwe – odparli. – Ludzie nie są łabędziami.

Anna zmartwiła się, że rodzice jej nie zrozumieli. Próbowała sobie wmawiać, że jest taka sama, jak inni, ale naprawdę trudno zignorować fakt, że jest się łabędziem! Ponownie udała się więc do rodziców.

– To niemożliwe – odparli. – Może ci to wkrótce przejdzie.

Anna czekała więc, aż jej to przejdzie. Ze wszystkich sił udawała przed wszystkimi, że niczym się od nich nie różni.  Wiele razy zastanawiała się, w jaki sposób stała się łabędziem i jak to można odkręcić. Prawda była jednak tak oczywista, iż trudno było uwierzyć, że nie widzi jej każdy, kto tylko na nią spojrzy. A szczególnie rodzice!

– To niemożliwe – mówili. – Nasza córka nie może być łabędziem.

Pewnego dnia, gdy Anna spędzała czas na zabawie ze znajomymi, podeszła do niej dziewczyna. Anna znała ją z widzenia, mijały się czasami tu lub ówdzie, nigdy wcześniej jednak ze sobą nie rozmawiały. Mimo tego Anna czuła, że bardzo tę dziewczynę lubi i ucieszyła się, że teraz nareszcie będą mogły porozmawiać. I gdy tak rozmawiały, a Anna przyglądała się swojej nowej przyjaciółce, zauważyła nagle jej białe jak śnieg pióra, długą szyję i dwa wielkie skrzydła. Dziewczyna spostrzegła, że Anna jej się przygląda i powiedziała:

– Tak, jestem łabędziem. Ty również, czyż nie?

Serce Anny zalała fala ulgi. A więc nie jest jedynym łabędziem na świecie, są jeszcze inni, podobni do niej. Wkrótce okazało się, że jest ich więcej, niż Anna sądziła, dziewczyn i chłopców, którzy także są łabędziami. Przyjaciółka poznała ją z nimi wszystkimi i Anna dziwiła się, że dotąd nie umiała ich zauważyć na ulicy. Odkrycie, że świat jest pełen nie tylko łabędzi, ale także innych cudownych stworzeń, dało jej siłę do ponownej rozmowy z rodzicami.

– Mamo. Tato. – powiedziała. – Jestem łabędziem i czas przestać udawać, że to niemożliwe. Jestem waszą córką i jestem łabędziem, musicie to wreszcie zauważyć. Poza tym bardzo chcę wam przedstawić moją przyjaciółkę.

– No dobrze, córeczko – powiedzieli rodzice. – Skoro jesteś łabędziem, to trudno, ale przecież kochamy cię tak samo mocno. Na pewno polubimy także twoją przyjaciółkę.

Wiele jeszcze razy Anna rozmawiała z najbliższymi o sobie, o łabędziach i nie tylko. Na świecie bowiem żyją kapibary, dziobaki, zimorodki i wiele, wiele innych fantastycznych stworzeń, a wszystkie są piękne i ciekawe. Z czasem rodzice znów przestali zauważać, że ich córka jest łabędziem, ponieważ teraz patrzyli w jej serce, a nie na białe pióra i długą szyję.  Wówczas Anna poczuła, że jest naprawdę kochana i szczęśliwa.

KONIEC

Status update

Właśnie zajrzałam na bloga i zobaczyłam, że ostatni wpis jest sprzed miesiąca. Miesiąca! Kiedyś pisałam tu dwa razy dziennie, inna rzecz, że o tak kompletnych pierdołach, że aż strach. Co prawda warsztat można szlifować i na zatkanej toalecie, że ie wspomnę o podtrzymywaniu więzów, bo ostatnio znów sobie przypomniałam, że blog powstał właściwie po to, żeby znajomi mieli update, a ja żebym nie musiała tych samych historii opowiadać po pięć razy. Potem przy każdym spotkaniu pytano mnie: „co słychać, oprócz tego, co na blogu, bo już czytałem?”. A później założyłam konto na ś. p. Blipie, a potem na fejsie i zaczęłam tam zapisywać myśli, i teraz łapię się na tym, że nawet dłuższe (to znaczy kilkuzdaniowe) posty zazwyczaj zamieszczam na Facebooku, a nie blogu. Pewnie dlatego, że tam jest szybszy kontakt, a dla mnie esencją tego dzielenia się pisaniem jest właśnie kontakt.

No dobra, na bezludnej wyspie też bym pisała. Ale to by nie było to samo. (Ani tyle samo, wzdech, na bezludnej wyspie miałabym tyylee czasu i mogłabym napisać WSZYSTKO.)

Byłam na koncercie Amandy Palmer, w ramach tej samej trasy, co rok temu w Pradze. Wyrwał mnie z butów. Przy każdym kawałku rozsadzało mnie z emocji i wiem, że brzmię jak nastoletnia psychofanka Backstreet Boys, ale trudno. W koncertach piękne jest to, że muzykę odbiera się ciałem. Organicznie. Tętno bije w rytmie perkusji, bas czuje się w płucach, a serce robi się jakby coraz większe, za duże, i czujesz, że zaraz rozsadzi nie tylko ciebie, ale całą tę budę. I, oczywiście, wokalistka śpiewa każde słowo właśnie do ciebie, trafiając cię tekstem prościutko w splot słoneczny. Tak właśnie było.

Pojutrze moje dziecko, które na tym praskim koncercie było jeszcze w brzuchu, kończy rok. Nie mam pojęcia, kiedy to się stało. Będę piekła ciasta i się wzruszała. Zaraz potem zajmę się listą świątecznych prezentów, która jak zawsze jest za długa w porównaniu do naszych finansów, a ja tak strasznie lubię obdarowywać. Ale coś wymyślę. Poza tym chcę Wigilię u nas w domu, z całą bliższą i dalszą rodziną. Będzie bosko, jak co roku.

Listopad był łaskawy. Owszem, trochę ciemno, ale nie tak najgorzej. Mrok i mord ogarnia mnie tylko czasem i nie na długo. Może dlatego, że żyję w bańce z miłości. Związek mam niesamowity, a poza związkiem tak samo dobrze. Żyję w świecie szczerych rozmów, ciepłych wyznań, niezwykłych prezentów (materialnych i nie), dobrego seksu i komplementów. Oczywiście nadal jestem mamą małego dziecka, które nie lubi mnie puszczać, więc jestem bardzo zmęczona. Ale daję radę i jest coraz lepiej. Joga bardzo pomaga.

W styczniu wracam do pracy i myślę, że to doskonały moment. Potrzebuję zmiany, potrzebuję swojego życia. Spodziewajcie się miliona postów o tym, jak bardzo jestem wyczerpana podwójną rolą – pracownika i mamy ;)

 

Nie umiem pisać książek

Nie umiem pisać książek, ale umiem pisać notki. Dlatego, aby zmotywować się do napisania tego, co chodzi mi po głowie od lat (serio), założyłam sobie kolejnego bloga. To będzie chyba siódmy z tych aktywnych, zarzuconych nie liczę ;)

Plan jest taki, że będę pisać codziennie i do końca roku będę miała całość. Dlaczego do końca roku? Bo od stycznia wracam do pracy. Dlaczego może się nie udać? Bo w domu też pracuję i może się zdarzyć, że pisząc za pieniądze, nie znajdę czasu, by pisać dla siebie. Lajf. Ale trzymajcie kciuki, a jeśli kto ciekawy, to zapraszam:

Czyżykowo – historia rodzinna.