Archiwa tagu: sport

Aerobik? Może nie dziś.

Wstałam. Zebrałam się. Poszłam, choć w dzisiejszym parnym, gorącym, wilgotnym powietrzu powinno się raczej pływać. A najlepiej zamknąć się w piwnicy i nie wychodzić. Spakowałam się starannie: strój do ćwiczeń, ręcznik, mydło, butelka wody.

Dotarłam. Spóźniona, bo pomyliłam godziny, ale co tam. Zaanonsowałam się. Sięgnęłam po portfel.

Nie było portfela.

Znaczy był, ale w domu, na stole. Jakoś mi umknął przy tym starannym pakowaniu.

I tak to. Ja nie wiem, karma czy co? Jeśli Wszechświat sprzysięga się, żeby ci coś utrudnić, poddaj się i przestań próbować?

Idę pojutrze, kciuki mogą się przydać w tej sytuacji.

Magiczka od kręgosłupa

Otóż naprawiono mi kręgosłup. Teraz boli z szoku, że ten dysk nagle się pojawił w miejscu w którym do od roku nie było. Ale ogólnie jest o niebo lepiej. Nadto zabroniono mi biegać, bo to niedobre na dyskopatię (a poważnie chciałam zacząć!). Ale spoko, za tydzień zaczynam trzecie zajęcia w tygodniu, takie dla połamanych babek z małymi dziećmi, co nie mogą (babki, nie dzieci) dojść do siebie. Będzie podobno dużo pilates. Pilates na dyskopatię owszem, można i należy.

Czarodziejka od kręgosłupa rozmasowała mi go i nastawiła niemal bezboleśnie. Dopiero drugiego dnia poczułam się, jakby mnie ktoś posiniaczył, ale wierzcie mi, że to boli mniej niż przedtem.

Pilates, aerobik i jeszcze takie zajęcia dla Licha oznaczają, że będę klientką klubu fitness cztery razy w tygodniu. Ja! Magia karty Multisport.

Dbam o siebie

Doszłam do wniosku, że nie mogę być taka coraz słabsza i coraz szczuplejsza i trzeba się wziąć za siebie. Wyliczyłam sobie, że powinnam jeść 2500 kcal dziennie, zainstalowałam specjalny kalkulator w komórce i liczę. Nie jest łatwo. Primo, ja tyle nie jadam, nie jestem przyzwyczajona. I nie bardzo mam czas, zwłaszcza szykować, a gotowe często równa się mniej zdrowe, że o kosztach nie wspomnę. Koło 20.00 zwykle okazuje się, że brak mi jeszcze 700 kcal, czyli akurat tyle, o ile zwiększyło się moje zapotrzebowanie w związku z karmieniem Licha.
Secundo, w mojej aplikacji – a także na stronach internetowych – nie ma wielu rzeczy, które jem. Nic dziwnego; użytkownicy tego typu stron zwykle starają się schudnąć i nie jedzą napoleonek lub kurczaka w cieście.

Jednocześnie zaczęłam chodzić na aerobik, żeby nabrać trochę kondycji. Chodzę razem z Lichem, dzięki czemu mogę to robić dwa razy w tygodniu rano. Po pierwszych zajęciach kupiłam sobie spodnie do aerobiku i jestem szykowna. Na weekendy planuję samotny basen, a mam tu w okolicy taki słony, bez chloru. Kostium w drodze.

Po zakupach garderobianych widać, jaka ze mnie była sportowa dziewczyna. Miałam tylko ciuchy w góry (ale plecaka już nie). I efektowne bikini do świecenia brzuchem na plaży. Tymczasem wspomniany aerobik całkiem mi się spodobał. W życiu bym się tego po sobie nie spodziewała.

Po ponad tygodniu liczenia kalorii waga przestała spadać, a nawet jakby leciutko ruszyła w górę. Domyślam się, że na efekty ćwiczeń będę musiała czekać trochę dłużej, toteż trzymajcie kciuki za moją cierpliwość…